• Fotografujemy kolejny cmentarz

    hienyfotografujaW sobotę 30 kwietnia o godzinie 9 wybieramy się na fotografowanie cmentarza przy ulicy Działkowej we Wrocławiu.  Zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby nas wesprzeć w tej pracy. Z entuzjazmem witamy każdą parę rąk. Proszę zarezerwować dwie, trzy godziny, naładować akumulatory w aparatach i zabrać pojemną kartę. Kawę i atmosferę zapewniamy my.


  • zaproszenie kwiecień 2016

    kwietniowe

    W środę 6 kwietnia o godzinie 17 zapraszamy członków ŚTG, sympatyków i niezrzeszonych miłośników genealogii na kolejne, miesięczne spotkanie w bibliotece Grafit.

    Tradycyjnie, w ciągu pierwszej godziny będzie czas na luźne rozmowy i omawianie spraw bieżących.  Przypomnimy i podsumujemy benefis Andrzeja Szczudło we Wschowie, porozmawiamy o materiałach do kolejnych Zeszytów i warsztatach ułatwiających ich przygotowanie.

    Prosimy o zastanowienie i opinię – czy warsztaty takie spełniają swoją rolę, są pomocne?  Czy potrzebne kolejne – np.  z obsługi Excela, PowerPointa,  wstępnej obróbki zdjęć?  Może jakieś inne?

    W drugiej części spotkania Maciek Róg opowie o swoim warsztacie genealogicznym, czyli jak nie pozwolić genealogowi zginąć w chaosie.

    Prosimy o powiadomienie kolegów nie korzystających z Internetu. Zapraszamy!

    Zobacz też wydarzenie na Facebooku.

    PS. Po spotkaniu publikujemy prezentację Maćka.

    ŚTG.2016.023


  • Historia jednego posta

    Genealodzy w swojej pracy mają coraz łatwiej. Coraz więcej jest narzędzi do poszukiwania i utrwalania informacji. Wiele metryk można wydobyć bezpośrednio z Internetu, a na forum dopytać innych o szczegóły interpretacyjne.

    O przydatności korzystania z puli zbiorowych doświadczeń genealogów skupionych na forum genealodzy.pl (1119 osób – stan na dzień 28.03.2016 r.) niech zaświadczy historia mojego posta. A.Sz.

    Andrzej Szczudło

    28 luty o 16:51

    Już chyba drugi raz w swoich poszukiwaniach trafiam na sytuację, gdy rodzice dwa razy dają swemu dziecku to samo imię. Kiedy jedno dziecko umiera, potem pojawia się kolejne o tym samym imieniu. Czy to jakiś fenomen w moich metrykach czy zdarza się i u innych? Czekam na komentarze.

    Łukasz Lubicz Łapiński

    Moja babcia miała dwóch braci o imieniu Lucjan. Obaj zmarli w dzieciństwie. Mimo wszystko zaryzykowała i tak nazwała mojego ojca.

    Alan Jakman

    Taka sytuacja występuje i u mnie, kilkukrotnie. Co więcej, jedni pra…dziadkowie mieli dwie córki o imieniu Katarzyna. Obie dożyły dorosłości, miały dzieci etc.

    Agnieszka Janiszewska

    Zdarza sie dość często, przynajmniej u nas.

    Beata Joanna Tolsdorf

    Miałam czterech Janów, żaden nie przeżył więcej niż 3 lata, wreszcie prax6 zaprzestali prób. Reszta progenitury przeżyła.

    Joanna Potorska

    U mnie też się zdarzało, dość często. Nawet w pokoleniu Taty. Jedną praprababcię chyba* przez to omyłkowo postarzono w metryce ślubu o całe 10 lat – najwyraźniej nie znając dokładnej daty urodzenia panny młodej ksiądz szukał orientacyjnie i jak znalazł jedną taką osobę, to założył że to ta i już późniejszych roczników nie sprawdzał. *Piszę chyba bo nie mam aktu zgonu starszej z sióstr, ale założyłam, że skoro kolejne dziecko otrzymało to samo imię, to poprzednie zmarło. Rodzice na bank ci sami.

    Ryszard Pawlikowski

    Gdzieś przeczytałem, że to wynikało z przesądu. Jak Bóg wziął jedną osobę o tym imieniu to druga już Tam jest „niepotrzebna”.

    Stanisława Spychaj

    Zdarzało się często i to w różnych regionach, np. zarówno w Wielkopolsce jak i w Galicji.

    Krzysztof Pospieszny

    U mnie też się zdarzało. Potem były z tego problemy, moja praprababka ma np. w akcie ślubu (USC) wpisaną datę urodzenia swojej siostry-imienniczki.

    Tomek Nagay

    U mnie taki przypadek zdarzył się kilkukrotnie i to w kilku rodzinach.

    Iwona Sudnik

    U mnie córki Franciszka i Walerii po 3 i 5 latach zamieniły się na synów o tych samych imionach.

    Przemysław Portuś

    Standard. Ja mam powtórzone podwójne imiona tj. Stanisław Konstanty miał pierwszy syn, a kiedy zmarł, i drugi syn rok później dostał taką samą parę imion.

    Hanna Hofman Polańska

    Już kiedyś pisałam o tym….u mnie też powtarzały się imiona. Moja Babcia przekazała mi wyjaśnienie tego zjawiska. Wiedziała to od swojej Mamy i babci. Nadanie tego samego imienia po zmarłym miało chronić kolejne dziecko przed śmiercią, chorobami…etc.

    Maciej Saryusz-Romiszewski

    Najstarszy brat mojego dziadka miał na imię Wiesław, zginął tragicznie w 1922, po nim imię otrzymał najmłodszy z rodzeństwa, który żyje do dziś.

    Grażyna Rychlik

    Typowe. W każdym razie nie niezwykłe.

    Mirosław Zmyślony

    W mojej rodzinie (Wielkopolska, Kujawy, Pomorze) owa praktyka występuje szczególnie często w okresie 1850-1935. Niekiedy mają miejsce „innowacje”, np. Stanisław – Stanisław Kostka, Maria – Marianna. Zdarzają się dzieci o tych samych pierwszych imionach, po ojcu lub dziadku, i różnych drugich.

    Beata Joanna Tolsdorf

    U mnie tak było z Mariami. Co druga to Maria, Marianna i Marcjanna, w pisowni dowolna. Marysiek po kokardę do tego stopnia, że pradziadek oprotestował to imię trzymając do chrztu szwagierki córkę. Stwierdził, że owszem, kumem będzie, ale dziecię ma nie mieć na imię Marysia. Ma teściową i szwagierkę o tym imieniu i wystarczy. I tak ostała się Halusia. Później sama Halina opowiadała, że jak matka ją wołała na podwórku to przynajmniej wiedziała że to do niej, bo na Maryśkę 3/4 dziewczynek się odwracało.

    Monika Królikowska

    Zetknęłam się z tym zjawiskiem w swoim drzewie dwukrotnie. Pierwszy raz przy urodzeniu brata babci, Stefana, który umarł rok później i kolejnemu dziecku też nadano to imię. A drugi gdy pradziadek miał z drugą żoną pierwszą córkę o imieniu Helena, zmarła dwa dni później. 5 lat później przy kolejnej córce znów Helena.

    Beata Bistram

    Ja mam tak przypadek, jeden mój pra nadał dwóm synom z drugiego małżeństwa, takie same imiona jakie mieli jego synowie z pierwszego małżeństwa, którzy w tym czasie byli już dorośli. Te same imiona, ten sam ojciec – matka inna. Sensu w tym do dzisiaj nie znalazłam.

    Szymon Radoń

    Ja właśnie borykam się z tym problemem drugi dzień. Dwie Jadwigi; jedna z 1866 roku, druga z 1872. Ten sam ojciec/dziadek, babcia oraz różne matki. Myślę, że księga zmarłych rozwieje wątpliwości. Być może dwa różne Jany są, a nie Jadwigi?

    Piotr Juszczyk

    Bywa dość często. Szczególnie gdy dzieci umierają. Ale czy tylko wtedy?

    Maciej Hryniewicz

    U moich prapradziadów było tak trzykrotnie! Nie wiem czym się kierowali. Czy po prostu widzieli, że dziecko zaraz umrze, czy też chcieli aby ich zmarłe dziecko żyło w żyjącym. Zazwyczaj, przynajmniej w moim przypadku, takie dzieci nie przeżywały. Nawet kolejne dziecko urodzone z tym samym imieniem żyło może maksymalnie 2 lata. Jest to dla mnie osobiście takie naznaczenie dziecka imieniem zmarłego czyli automatyczne zabieranie mu życia w przenośni, choć jak się okazuje także często w rzeczywistości.

    Henryka Michalina Trzpis

    Nie tylko w tamtych czasach naszych prapradziadków. Moja kuzynka po stracie najstarszego syna, który się niestety utopił, nadała takie samo imię najmłodszemu. Niestety, ten drugi Adam powiesił się na trzepaku na podwórku, gdzie mieszkali. Moja ciotka a matka kuzynki uważała, że tego nie powinno się robić czyli nadawać imienia po dziecku, które zmarło.

    Maciej Hryniewicz

    Też tak uważam, choć to co kierowało te osoby pozostanie pewnie tajemnicą, niemniej jednak w moim osobistym odczuciu, jest to chęć PRZYTRZYMANIA zmarłego choć na chwilę, jeszcze dłużej, tak aby ten JAŚ który się urodził był tym JASIEM który zmarł. Jest to w moim odczuciu robienie dziecku pewnej krzywdy, nieświadomie.

    Szymon Radoń

    Siostra mojej babci, urodzona w 1937 roku Stanisława dostała imię po zmarłej w 1935 roku dwuletniej Stanisławie, siostrze. Ma się dobrze na zdrowiu jako 79 letnia panna.

    Henryka Michalina Trzpis

    Tak sumując te nasze przypuszczenia i komentarze. Sami z Śp. mężem wiedząc, że to będzie syn oczywiście, już przed narodzinami daliśmy na imię synowi Adam, po zmarłym na raka męża bracie. I okazało się, że Adam urodził się z wadą serca TGA. Przy badaniach USG nikt z lekarzy wady nie wykrył.

    Jadwiga Kaleta

    Dodam też, że to samo imię nadawano w rodzinie nie tylko po zmarłym dziecku. W moim przypadku w rodzinie Skowrońskich były dwie Marianny. Jedna urodziła się w 1859 r. i żyła sobie dość długo, nawet dwukrotnie wychodziła za mąż, a druga Marianna tych samych rodziców urodziła się w 1881r. i również założyła rodzinę. Obie Marianny to rodzone siostry mojej prababci Jadwigi. A że w tej rodzinie było 16 dzieci, więc ta rozpiętość lat nie dziwi.

    Ryszard Jankielewicz

    W moich rodzinach mam kilkanaście takich przypadków. Najczęściej drugi raz nadawano to imię po zmarłym wcześniej dziecku, ale też zdarzają się przypadki występowania tego samego imienia w połączeniu z drugim imieniem np. ojca dziadka itp. np. Szymon, Mateusz – Szymon, Wojciech.

    imiona


  • Benefis Andrzeja – wrażenia -12.03.16

    Kilkoro z nas wybrało się już w piątek, aby mieć czas na stosowne przygotowania, reszta dojechała w sobotę. Przywitano nas sympatycznie, życzliwie i gościnnie. Wschowa zachwycająca. Miasto na ludzką miarę, z bogatą przeszłością, ciekawą historią, przepiękną architekturą i  klimatem. Nie mylić z pogodą, która okazała się niezbyt łaskawa. Dla genealoga wschowskie lapidarium  to przeżycie  orgazmiczne, jeśli mogę tak powiedzieć. Mimo przejmującego zimna, wędrowaliśmy od pomnika do pomnika z rozdziawionymi ustami.  Epitafia, inskrypcje, pełne dat, nazwisk, faktów. Wykute w kamieniu świadectwo istnień ludzkich. Chwała tym, którzy zadbali by przetrwały  mimo (zapewne) pokus, aby miejsce wykorzystać „lepiej”.

    Sam benefis… jechaliśmy pełni obaw jak wypadnie – organizowaliśmy pierwszą imprezę tego typu w środowisku genealogicznym (drobiazgowi kronikarze by wiedzieli) i nie było wzorów do których można się odwołać. Ale bardzo chcieliśmy pomoc Andrzejowi podsumować i ocenić jego dotychczasową drogę genealogiczną.  Może też uświadomić pozostałym, że genealogia to  styl życia, wybór który rzutuje na najbliższych i całą rodzinę. Owszem, ograbia ich z należnego czasu i uwagi, ale też daje coś w zamian.

    Przez dwie godziny rozmawialiśmy o przodkach, zdarzeniach z przeszłości, wyborach życiowych, cierpliwości i determinacji potrzebnej do tropienia pogubionych krewnych.  Odpytywany przez Iwonę Andrzej mówił, żona, synowie, coś dopowiadali – widziałam  zżytą, kochającą się rodzinę. Nie wyczuwało się napięcia między nimi, żadnej  złej krwi. Pomyślałam, że wiem o jakie „coś” chodzi.

    Genealogia właściwie ustawia priorytety. Genealog nie zajmuje się głupotami, rzeczami miałkimi. Wie, że życie jest krótkie i szybko przemija. Rozumie jaką siłę daje pamięć i świadomość własnych korzeni.  Wreszcie – otwiera na ludzi. Pomaga budować kapitał społecznego zaufania, towar w dzisiejszych czasach zupełnie deficytowy.

    …Może pojechałam po bandzie, zbyt serio na podobną okoliczność.  Ale taki ten benefis był. W żartobliwej formie mówiliśmy o rzeczach poważnych i ważnych. Mnie się bardzo podobało. Dziękuję Andrzejowi i jego rodzinie, dziękuję gospodarzom i instytucjom za ciepłe przyjęcie i współpracę. Także kolegom ze Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego za wsparcie moralne i liczny udział. Przy pożegnaniu padło wiele miłych słów, zapraszano nas ponownie. Kto wie, może skorzystamy w przyszłości? A może inne towarzystwa genealogiczne zechcą podobnie uhonorować wieloletnie zmagania genealogiczne swoich członków? Godnych kandydatów pewnie znalazłoby się niemało…

    IMG_0270 IMG_0284 IMG_0308a IMG_0323 IMG_0349 IMG_0352IMG_0446 IMG_0445