- Dlaczego genealogia? Chyba przypadek, ale motywacją był brak wiedzy, szczególnie na temat linii ojcowskiej. Żadnych rodzinnych dokumentów w domu nie było. Ojciec milczek, dziadek milczek, a wiedzieć się chciało. Kiedy zobaczyłem w archiwum pierwsze metryki moich przodków i zrozumiałem, że można coś o nich znaleźć nawet gdy byli niepiśmienni i kiepsko wykształceni, wiedziałem już że muszę iść do przodu. Potem uświadomiłem sobie, że zawiniła też nasza polska historia. Tyle lat pod rozbiorami, bez własnego państwa, a kiedy to powstało to z państwem okrojonym po ledwie 20 latach wolności. Dziś staram się nadrobić te wiekowe braki.
- Jak trafiłeś do ŚTG? Zaprosił mnie Edward Wojtakowski, w ŚTG uważany za genealogicznego guru. Znaliśmy się z kontaktów esperanckich.
- Czy skupiasz się tylko na własnych poszukiwaniach, czy też chętnie włączasz się w większe projekty? Jakie? Co cię interesuje? Skupiam się głównie na genealogii rodzin, z którymi łączą mnie więzy krwi, ale co jakiś czas pomagam pojedynczym ludziom, najczęściej z zagranicy, którzy sami nie mogą dać rady w polskich realiach (języki, dostępność informacji). Interesuje mnie emigracja; chciałbym wiedzieć w jakich warunkach ludzie decydowali się na wyjazd, jak to przebiegało, jak instalowali się na nowych miejscach. Mam obsesję na punkcie spisywania historii pojedynczych osób, rodzin, szczególnie tych które wyjechały wbrew własnej woli, np. przesiedleńców z Kresów. Boję się, że jeżeli teraz tych historii nie spiszemy to odejdą, przepadną razem z naszymi dziadkami, rodzicami.
- Co chcesz robić w ŚTG? Lubię pisać i to mogę zadeklarować. Z racji znacznej odległości od siedziby mojego towarzystwa nie mogę obiecać stałej obecności na zebraniach, ale mogę podsyłać mailem różne teksty na temat genealogii, na stronę internetową ŚTG, do publikacji książkowych itp. Po sukcesie mojej imprezy, benefisu na 20-lecie w towarzystwie genealogicznym, chętnie włączę się w organizację podobnej imprezy dla kogoś innego.
- Co ci sprawia największą trudność w poszukiwaniach? Nie mam doświadczenia w kwestii korzystania z archiwów. Nie wiem co mi wolno, a co nie, jak wyszukiwać informacje. Nie umiem też wykorzystać danych z badań DNA.
- Co największą radość? Największą radość sprawia mi znalezienie nowych członków dalszej rodziny, o których istnieniu wcześniej nawet nie wiedziałem. Cieszy mnie także sprawdzanie się hipotez, które stawiam. Chyba największą satysfakcję mam ze skupienia na jednym drzewie genealogicznym Buchowskich z Sejneńszczyzny. Wcześniej na każdym kroku spotykałem się ze stwierdzeniami, że ktoś jest „z innych Buchowskich”, dziś śmieję się z tego i zaraz dopytuję o linię rodową.
- Czy genealogia zmienia człowieka? Zdecydowanie tak. Genealogia utrwaliła we mnie zainteresowanie geografią, historią, językami obcymi, turystyką, bardziej otworzyła mnie na innych. Pozwoliła mi także lepiej rozumieć złożoność losów ludzkich.
- Jak rodzina odnosi się do twojej pasji? Ta bliższa i dalsza? Jak cię widzą bliscy? Prawdziwych, szczerych ocen nie znam, ale mówi się, że „trudno być prorokiem we własnym kraju”. Dlatego bardziej chyba docenia moje odkrycia dalsza rodzina niż najbliżsi. Ci ostatni zwykle nie znajdują wiele czasu dla moich tekstów, opowieści. Ale nie przeszkadzają mi w moich dociekaniach. Widzą mnie jako nieszkodliwego maniaka. Mam jednak pewność, że „szacun” będzie kiedy położę przed nimi gotową pracę, książkę o przodkach.
- Ile czasu poświęcasz na genealogię? Trudno to policzyć, ale myślę że jest to kilka godzin dziennie.
- Jak sobie radzisz w Internecie? Zupełnie nieźle. Pomogło mi doświadczenie z pracy w redakcji gazety lokalnej i z pracy zawodowej, gdzie obcuję z komputerem na co dzień.
- Czy używasz programu komputerowego do gromadzenia danych? Jakiego? Jak go oceniasz? Tak, od dawna do gromadzenia danych używam programu od mormonów pod nazwą Personal Ancestral File, w skrócie nazywanym PAF. Wystarcza do gromadzenia najważniejszych danych. Mam też inne programy, ale nie mam czasu i odwagi przenieść cała bazę, liczącą ponad 1800 osób do innego.
- Jak duże jest twoje drzewo, ile pokoleń obejmuje? Moje drzewo liczy ponad 1800 osób i ma gałęzie we wszystkie strony. Nawet szwagra rodziców wpisuję, jeśli tylko jest skłonny udostępnić dane. Ilość pokoleń jest różna dla poszczególnych nazwisk; dla Szczudłów – tylko 6, dla Buchowskich – 7, ale za to dla Rynkiewiczów – aż 8. W przypadku Rynkiewiczów zaowocował wysiłek kilku genealogów zza oceanu.
- Planujesz spisać swoje odkrycia w formie książki (bloga)? Chciałbyś? Już masz za sobą to doświadczenie? Zdecydowanie tak, zmierzam do napisania i wydania książki o moich przodkach. Do tej pory napisałem już sporo drobnych tekstów, które mogą być w niej wykorzystane podobnie jak mój blog, który prowadzę od listopada 2015 roku pod adresem; http://zagowiec.wordpress.com
- Dla kogo robisz genealogię? Myślę, że to praca dla moich dzieci, wnuków, ale na co dzień czuję, że to jest uciecha dla mnie. Kiedy tyle stresujących spraw jest wokół nas; w kraju, polityce, pracy, ja mam swoją odskocznię. Idę do swoich metryk jak nałogowy wędkarz na ryby lub hodowca do gołębi.
- Nad czym teraz pracujesz? W ostatnim czasie, dzięki pomocy genealogicznej koleżanki Ani Feltynowskiej z Legionowa, która swoje korzenie rodowe ma w moich stronach, na Suwalszczyźnie, udało mi się znaleźć informacje o dziadku mojej mamy, Janie Węgrowskim. Znalazłem miejsce jego pochodzenia i zamieszkiwania rodziny przez prawie 200 lat. Wcześniej, z braku danych i nadziei na ich znalezienie, już prawie rezygnowałem z prowadzenia drzewa Węgrowskich. Staram się to teraz nadrobić.
- Czy uważasz, że kiedyś znajdziesz wszystko co się da i będziesz mógł zakończyć poszukiwania? Nie, nie wierzę. Pożary, zagubienia dokumentów to powody, z których nie da się znaleźć wszystko co zostało kiedyś zapisane, a przecież niewiele zapisano. Nie wyobrażam sobie chwili, kiedy mógłbym usiąść i powiedzieć, że kończę tę robotę, bo mam już wszystko.Odpowiedzi osób ankietowanych można przeczytać na stronie ŚTG www.genealodzy.wroclaw.pl Warto się z nimi zapoznać, a potem spróbować samemu odpowiedzieć na pytania.