Nieobecni niech żałują.
Kolejne ogrodowe spotkanie u Hani i Bogdana za nami.
Były pyszności z rusztu, jak zwykle po mistrzowsku przyrządzone przez Marka. Przez chwilę kulinarnie wspierała go …ciocia Ryśka.
Także genealogiczne pogaduchy, ciekawe opowieści. Próbowaliśmy odczytać przyniesiony przez Teofila list miłosny z roku 1864, przepięknie wykaligrafowany czerwonym atramentem. Wysłuchaliśmy historii odnalezienia pradziadkowych binokli (szczęściarzem, który na nie trafił, jest Bogdan). Spieraliśmy się, czy warto burzyć spokój krewnych, ujawniając rodzinne tajemnice. Na koniec gospodarz zaprezentował swoją kolekcję szklanych negatywów, ukazujących świat, którego już dawno nie ma.
Także pogoda dopisała. Po wściekłych upałach ostatnich dni, miło było posiedzieć w chłodku. Do zobaczenia za rok!

fot. 1,2,3, M. Rągowska, 4,5,6, G. Mendyka